Przejdź do treści
Martin Venclu przy ulach w Bergen

O mnie

Od wsi z wielowiekową tradycją pszczelarską do certyfikowanego pszczelarza w Norwegii, który prowadzi naturalną gospodarkę pasieczną — historia o tym, jak pszczoły stały się moim życiem.

Dźwięk, od którego wszystko się zaczęło

Od dzieciństwa dźwięk pszczół był dla mnie muzyką. W Oborze, wsi na Morawach, gdzie dorastałem, drzewa brzęczały w czasie kwitnienia, a lipa przed naszym domem rodzinnym wypełniała się pszczołami, gdy zakwitała. Ten dźwięk do dziś cieszy moją duszę — i jest powodem, dla którego robię to, co robię.

Korzenie w Oborze

Obora została założona w 1360 roku, a w swoim herbie ma plaster miodu i drzewo. Pszczelarstwo jest częścią tej wsi od niepamiętnych czasów. Byłem nim otoczony, zanim jeszcze je rozumiałem: lokalna spółdzielnia Včelpo Obora dostarczała miód do mojego przedszkola, a pierwsze użądlenie dostałem właśnie na wiejskim placu zabaw.

Herb gminy Obora
Herb gminy Obora

Nauczyciel

W 2010 roku Obora obchodziła 650-lecie. Właśnie tam poznałem Josefa Stejskala z Hutí — najbardziej doświadczonego pszczelarza, jakiego kiedykolwiek spotkałem, a przy okazji mojego dalekiego krewnego. Zabrał mnie do swojej pasieki i uczył rzemiosła bezpośrednio w praktyce, przekazując wiedzę żywą od pokoleń. Nauczył mnie pracować z pszczołami spokojnie i delikatnie — tak spokojnie, że często doglądam ich bez żadnego stroju ochronnego. Ponieważ to rodzina, mogę uczciwie powiedzieć, że podstaw pszczelarstwa nauczyłem się we własnym domu. Od tamtej pory jestem pszczelarzem.

Tradycja po obu stronach

Pszczelarstwo jest głęboko zakorzenione w mojej rodzinie. Mój pradziadek trzymał pszczoły w Voderadach koło Kunštátu. Dziadek mojej żony był pszczelarzem na Ukrainie — a jego tradycja żyje dalej w ukraińskich leżakach, które dziś buduję własnymi rękami. Nigdy ich nie poznałem; odeszli przed moimi narodzinami. Ale przez Josefa Stejskala i przez ule, które buduję, obie rodzinne linie spotykają się w tym, co robię dzisiaj.

Od sali wykładowej do powołania

Moja droga nabrała akademickiego kierunku, gdy usłyszałem wykład doc. Ing. Antonína Přidala, Ph.D. o warrozie na spotkaniu pszczelarzy w Boskovicach. Byłem tak zafascynowany, że umówiłem się na naukę pod jego kierunkiem na Uniwersytecie Mendla w Brnie, gdzie ukończyłem kurs Pszczelarstwo i przetwarzanie produktów pszczelich. Doc. Přidal należy do czołowych europejskich specjalistów od Varroa destructor i jestem dumny, że jestem jego uczniem.

Pszczelarstwo w Norwegii

Dziś zajmuję się pszczelarstwem w Norwegii, mając bazę w Bergen, gdzie jestem certyfikowanym pszczelarzem. Sam buduję swoje drewniane ule — między innymi ukraińskie leżaki i ocieplany drewniany ul typu Gregor. Ten ul pierwotnie wykonywał mój przyjaciel Jan Gregor, od którego przejąłem pałeczkę i zgodę na dalsze wytwarzanie tych uli; z myślą o deszczowym Bergen ich zewnętrzny płaszcz jest dodatkowo zabezpieczony przed wodą. Stosuję naturalne metody tam, gdzie to możliwe: pozwalam pszczołom budować tak, jak chcą, i dbam o to, by zostało im dość miodu do jedzenia i na zimę — uważam, że pszczoły powinny zimować na miodzie, a nie na cukrze. Miód odbieram dopiero wtedy, gdy własne zimowe zapasy rodziny są zabezpieczone.

Obecnie opiekuję się pięcioma rodzinami i stale buduję kolejne ule. Zgłaszają się już do mnie osoby zainteresowane moimi ulami.

Dlaczego to robię

Nie buduję biznesu miodowego. Buduję rezerwę biologiczną — zdrowe, niechemizowane rodziny utrzymywane poza systemem komercyjnym i zachowywane dla pokoleń, które przyjdą po nas. Chcę też przywrócić pszczoły do naszych miast, żeby pewnego dnia, przechodząc obok kwitnącego drzewa, można było znowu usłyszeć ich brzęczenie.


Chcesz współpracować, zapytać o moje ule albo po prostu porozmawiać o pszczołach? Skontaktuj się ze mną — chętnie odpowiem.